Myślała że na drzewie znajdzie schronienie
Znaleźli, zerwali, straszyli kamieniem
Dowieziona bez swejej woli do domu kaźni
Czekała, lecz nie doczekała się aktu przyjaźni
Choć już była naga – oni więcej chcieli
Skórę żywcem z niej zdjęli
Torturą nową było wyciskanie soków
Nadryzanie dodawało uroku
Po plasterku przycinene członków
Potem wrzucanie ich do wrzątku
Powolne katusze z uśmiechem na twarzy
Nie ma litości dla owoców i warzyw
Taki los cytrynie wymyślono
By kończyła będąc przetrawioną